Wszyscy dookoła pieką te korzenne cuda, więc presji pierniczkowej uległam i ja. Pokażę Wam dzisiaj moje świąteczne pierniczki, które smakują wybornie nie tylko ciepłe wyjęte z piekarnika, ale także już po wystygnięciu i nie muszą leżakować w puszce (choć moje pewnie trafią do pojemnika, żeby dotrwać przynajmniej w części do świąt).
Moje pierniczki są grube i pulchne, bo takie lubię najbardziej, udekorowałam je dla urozmaicenia nie lukrem, a pisakami spożywczymi. Jeśli nie lubimy dekorowanych wypieków, możemy śmiało
pozostawić "gołe" pierniczki, gdyż ciasto nie twardnieje i nie wymaga
zmiękczania przez lukier. Upieczony piernik z wierzchu jest lekko
chrupiący, a środek ma miękki. Ważne jest, żeby nie przetrzymać
ciastek w piekarniku - przy wyjmowaniu będą z wierzchu dość miękkie, nie
należy jednak pozostawiać ich na dłużej (oczywiście każdy piekarnik
jest inny i warto sprawdzić na pierwszej turze pierników, czy podany
czas jest odpowiedni), gdyż będą za twarde.
Pierniki nie są słodkie, więc można ich zjeść całkiem sporo bez poczucia przesłodzenia.
Z podanych składników wyszło mi
około 40 pierniczków w różnych
kształtach.